Wciąż jeszcze nie mamy pełnej świadomości tego, jak bardzo jesteśmy narażeni na wyciek newralgicznych dla nas danych. W sieci nic nie płonie. Gdziekolwiek się pojawimy, zostawiamy za sobą wirtualny świat. Dla nas może się wydać nic nieznaczący, ale dla innych mogą być nader ciekawe.

Dowiedzieliśmy się o tym przy okazji afery związanej z Cambridge Analytica i dokumencie, który został jej poświęcony o wiele mówiącym tytule – Hakowanie świata.

Czułe dane na wyciągnięcie ręki

Dokument pojawił się po tryumfie Donalda Trumpa. Niektórzy twierdzą, że był on reakcją tych, którzy nie mogli się pogodzić z klęską ich pupilki, czyli raczej żenującej przez całą kampanię Hillary Clinton. Rzeczywiście chcieli jakoś zareagować, ale z drugiej strony afera związana z firmą-słupem Cambridge Analytica otworzyła wielu z nas oczy. Do tej pory mogliśmy mieć niejasne przeczucia, że nasze dane są gdzieś przechowywane – na jakichś odległych serwerach – i że ktoś je analizuje… Ale w związku z hucpą dowiedzieliśmy się jak to może przebiegać.

Zaczęło się tak, jak mógłby się zacząć thriller polityczny, zresztą nie najlepszy jakościowo. Bogacz i intelektualista zawarli sojusz. Wykorzystując prawie nieograniczone środki pozyskali dane od wielu osób. Sztab analityków znalazł korelacje między preferencjami politycznymi a innymi upodobaniami. Postanowiono manipulować wyborcami tak, aby uznali, że jedynym słusznym wyborem jest postawić na podsuwanego im kandydata.

Byłoby to niemożliwe, gdyby nie pewna bardzo popularna platforma społecznościowa, na której tak chętnie udzielamy informacji o sobie – i to nie tylko najbliższym, ale wręcz całemu światu. Wszystko to wyszło na jaw dzięki wrażliwemu Christopherowi, jednemu z analityków, który nie wytrzymał skali zła, złamał się, i opisał cały proceder jednej z gazet.

A gdzie prywatność?

Czy te machinacje przesądziły o wyniku wyborów? Naszym zdaniem nie. I nie o to w całej tej aferze chodzi. Zasadne jest pytanie – czy w dzisejszym świecie, kiedy niemal nieustannie jesteśmy podpięci do sieci i na każdym kroku stykamy się ze “spersonalizowanym kontentem” jest jeszcze miejsce na prywatność? Wydaje się, że tak – ale musimy być bardziej świadomi tego – jak to wszystko działa i na jakich mechanizmach się opiera.

Jax & Naruto
seo@getso.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *